2010 WYJAZDY


18 - 19 września 2010 3 kolarzy 120 km

Mała Czantoria, Czantoria Wielka (995 ), Przełęcz Beskidek (684), Soszów, Stożek Mały, Wielki Stożek (978). Ustroń, Równica (884), Beskidek (700), Smrekowiec, Jawierzny (779), Salmopol, Cienków Wyżni (957), Wisła.

Huragan Zabrze w składzie trzy osobowym( opis Janka), postanowił wykorzystać dobre warunki pogodowe zapowiadane na ten weekend. Nowiuśkim Citroenem „Berlingo” (podobno klubowy: -)) udaliśmy się do miejsca zakwaterowania -ośrodka „Barbara’ w Ustroniu. To już wypróbowane lokum na wypady w góry. Jest sobota, więc o 11 rusza „Bikemaraton”. Ja dziś nie startuję, bo z doświadczenia wiem, że tu nie poprawię swoich wyników, rywale też nie powinni mi tu zaszkodzić. Ale moim celem jest zrobić mocny trening technicznej jazdy. Na stadionie w Ustroniu jest już moja ekipa GMG, wszyscy bojowo nastawieni. Życzenia powodzenia i oni na start, a my na rynek, skąd żółtym szlakiem pniemy się na Czantorie Baranową, tu kończy się asfalt. Dalej jedziemy na Podlesie, jest cały czas pod górę, ale szeroko. Gdy ukazał się nam czarny szlak pieszy nie pozostaje nam nic jak „wpełznąć” pchając rowery na Małą Czantorię 866m. Jestem uradowany, bo puls stabilny i nie czuję specjalnego zmęczenia. Teraz kierunek Czantoria Wielka, to dość wymagający odcinek, choć na taki nie wygląda. Na podjeździe przednie koło wpada mi w koleinę i zlatuję z roweru prosto na kość ogonową. Ból, leżę chwilę by odreagować. W okolicach Nyndka orientuję się, że mam nadłamaną kierownice tuż przy rogu. Za jakieś pół godziny dojeżdżają koledzy, Andy ma kłopoty z tylnym kołem, nie działają zapadki, ale jedzie. Jako, że jesteśmy przy Czeskim schronisku, nie omieszkaliśmy wychylić kufelek Radogosta. Na Czantorii Wielkiej atmosfera piknikowa, nie ma się, co dziwić piękna pogoda sprzyja wycieczką w góry. Na pierwszym planie „cwaniaczki” na „diamentowych” rowerkach, ich teksty-nie dało się słuchać. 


Czerwonym szlakiem pomykamy na Soszów, Stożek Mały i Wielki. Tu można było pobawić się na trudnych zjazdach i podjazdach. To nic, że zaliczysz glebę, jak to mówią „jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz”. Na Stożku chwila przerwy, grupa turystów świetnie się bawi przy akompaniamencie harmonii. Kierujemy się zielonym szlakiem do Wisły Łobajowa, fajna jazda bez trzymanki i niezły zabytkowy wiadukt kolejowy po drodze do Wisły Głębce. Na deptaku wzdłuż rzeki tłumy spacerowiczów. Gdy dojeżdżam do Ustronia GMG już jest na mecie dzielą się ze mną wrażeniami z trasy, jak zwykle była bardzo niebezpieczna. Zerkam na tablicę wyników, jest tak jak myślałem, ten wyścig nie wniósł żadnych zmian w klasyfikacji. W naszej „klubowej” restauracji pod Palenicą podsumowujemy dzień. Doskonale przetrenowałem technikę zjazdu po kamieniach, no i podjazdy. Towarzyszyły nam dobry humor wspaniałe widoki no i pełne słonce. Niedziela Ośrodek Barbara ma ten plus, że serwuje wspaniale śniadania. Z pełnymi żołądkami przyjdzie nam dzisiejszy etap, który też do łatwych nie należy. Zaczynamy od wspinaczki na Równicę, ponieważ jest to asfaltowe 5km nikt nie narzeka. Niebieskim szlakiem docieramy na Orłowa, a potem na Trzy Kopce Wiślackie. 


Ten odcinek nie jest zbyt trudny techniczny, drogi są szerokie. Ale mimo wszystko można tu wylać trochę potu. Zmieniamy szlak na żółty, kierunek Przełęcz Salmopolska. Tu zaczyna się jazda na „max” końcowy odcinek do szosy – pchanie rowerów. Na Salmopolu warto po delektować się widokami, nie tylko krajobrazowymi. Na parkingu przy Białym Krzyżu jest budowana nowa droga , zakaz ruchu dla rowerów .My jednak jedziemy, droga jest szeroka, szutrowa i kręta -widoki wspaniale. Początkowo serpentyną pod górę, potem szaleńczy zjazd miał być do rzeki Biała Wisełka, ale my pojechaliśmy za budującą się drogą. To był błąd znaleźliśmy się w środku budowy, straszne błoto. Wyjechaliśmy w Wiśle Malince, zamiast w Czarnej. Po minięciu skoczni im. A Małysza śmigamy do Wisły i dalej pod Palenicę na obiad. Dziś zrobiliśmy 57km.W drodze do domu humory zepsuł nam straszliwy korek na drodze 81. Weekend w pełni udany. Za dwa tygodnie zobaczę jakie są efekty treningu-finał „Bikemaratonu” w Karpaczu. Górskimi szlakami, pchając rowery przed sobą, oddychaliśmy świeżym powietrzem naszych lasów. Pogoda sprzyjała podziwianiu pięknych widoków. Uroki tutejszego folkloru spowodowały, że zawirowało w naszych głowach.