2010 WYJAZDY


12 wrzesień 2010  7 kolarzy 157 km

Pomysł odwiedzenia muzeum dinozaurów narodził się w głowie Janka. Coraz trudniej znaleźć jakieś ciekawe miejsce w okolicy 1ookm gdzie jeszcze nie byłem. Gdzieś otarło mi się o uszy, że w nijakim Krasiejowie są wykopaliska, bo znaleziono kości Dinozaurów. http://www.juraparkkrasiejow.pl. Mało tego otwierają tam Dinoland.

Po spojrzeniu na mapę okazało się ze leży w bardzo urokliwym miejscu a trasa może być bardzo ciekawa wśród lasów i sielankowych wioseczek. Postanowiłem tam pojechać z Huraganem Zabrze. Już o 7: 30 w asyście 6 wiatrów pędziłem w stronę sielskich spowitych mgłą Grzybowic. Na polach pracują traktory w powietrzu czuć już jesień na obrzeżach pół uwija się „babie lato”. Już w Szałszy można zobaczyć pałac z 1877r. Drogi prawie zawsze w niedziele są tu puste, więc już za chwile jesteśmy w Kamieńcu, gdzie jest pałac z XVIII wieku i tzw. Mysia wieża. W Księżnym Lesie nie można pominąć kościoła z1499r. Za Podlesiem zaczyna się jazda z przygodami to, co lubię. Jazda w nieznane, właściwie to na azymut. GPS jadącymi z nami mózgi się zagotowały od ciągłego konkurowania z rywalami. Przez pola trochę błotniste przedarliśmy się na peryferia Wielowsi, skąd udajemy się do Świbia, zielonym szlakiem pieszym. W lesie pięknym, do którego dotarliśmy "zielonym" jest niesamowity wysyp prawdziwków, pełno wokół grzybiarzy. W tutejszych wsiach rzuca się w oczy ład i porządek. Za Piotrówką Ja, Marian i Jurek gubimy się z resztę grupy. Zmierzamy do Krasiejowa przez Łaziska Barucie. Ciągle jedziemy pustą asfaltową drogą aż do Staniszcze Wielkie, za chwilę lądujemy na peryferiach Krasiejowa. W celu naszej wędrówki. Tu spotykamy resztę ekipy. Jura park robi na nas wrażenie, jednak niedane nam go dziś będzie zwiedzić ze względu na ograniczenie czasowe (100km do domu, ciemno o 19 godzinie). Miejsce to cieszy się ogromnym zainteresowaniem, kolejka do kas jak do kina na "Wejście Smoka" za PRL-u. Po "wrzuceniu czegoś na ruszt" ruszamy z powrotem. 


Nasza trasa wiedzie znowu lasem. Znowu schludne wioski po drodze, ale wszystko przebiły Gąsiorowice, gdzie ruch kołowy był zatrzymany z powodu formującego się pochodu dożynkowego. Uczestniczyła w tym cała wieś a z rozmów wynikało, że i cała gmina. Po żartobliwych wymianach zdań musimy jechać dalej, szkoda. Mijamy stawy docieramy do kolejnej atrakcji turystycznej Klasztoru cystersów z XIII w. Warto zobaczyć jego wnętrze. To perełka Jemielnicy, z której zielonym szlakiem pieszym docieramy do Centawy. Zielony szlak doprowadza nas na kolejny festyn tym razem w Dąbrówce. Pada komenda postój. Siadamy przy biesiadnym stole, jemy pyszny swojski tort i kawę -super przecież to niedziela. Muzyczka skocznie grała, ale na nas czas, do widzenia. Za Dąbrówką przy drodze natknęliśmy się na ciekawe miejsce, fragmenty murów, a w środku krzyż i grób. Szukałem po sieci, co to jest niestety nic nie znalazłem. Po dotarciu do Toszka przecieraliśmy oczy ze zdumienia-nad zamkiem latał sterowiec!. Okazało się, że to był tylko balon na uwięzi. Z Toszka trasą, którą zawsze wracamy, czyli Rzeczyce, Przyszówkę, Żerniki. Na pewno jeszcze na drugi rok powtórzę tą wycieczkę, by dokładnie zwiedzić Jura Park, zabytki, a przede wszystkim pośmigać po tych wspaniałych lasach. Pogoda w tym roku fatalna, ciągłe deszcze utrudniają wspólne dalekie wyprawy. Niedziela miała być słoneczna, słońca jednak nie zobaczyliśmy, na szczęście nie padało. Trasa wyznaczona głównie leśnymi traktami, w których trochę pogubiliśmy się za Zawadzkim. Tempo czasami sięgało 36km na godzinę. 


Na miejsce dotarliśmy około 12: 00, za późno było na zwiedzanie, więc umówiliśmy się za rok w tym samym miejscu. Powrót okraszony był przejazdem przez opolskie wioski, w których odbywały się barwne festyny. Na końcówce znacznie osłabłem i zmusiłem ekipę do postoju, sam zaś zjadłem schabowego w celu wzmocnienia się. Powrót w dobrych humorach, zepsuł Leon, porzucając nas w Pławniowicach. Właściwie był to taki wypad zapoznawczy, z trasą i ogólnie miejscem gdzie ów Park Dinozaurów został stworzony. Na dogłębne zwiedzenie zabrakło czasu, w kolejce po bilety wstępu trzeba by swoje odczekać a atrakcji do zobaczenia według przewodnika czasowo wychodziło około półtorej godziny. Wracać musielibyśmy dużą część trasy po zmroku, a to po naszych zatłoczonych w niedzielny wieczór nie należy do bezpiecznych. Po dwóch tygodniach pierwszy raz na rowerze, bardzo byłem zmęczony, brak treningu.