14 sierpień 2010
Raz w życiu Janek namówił mnie do udziału w maratonie w 2007 roku. Kiedy zerwał się łańcuch wycofałem się z trasy. Romek jeszcze raz próbował, a pozostali starują nadal. Oto opis dokonań w 2010 roku.
Tak relacjonował Janek
Na tę imprezę przygotowywałem się specjalnie, bo to moje pierwsze mistrzostwa polski czerwcu Jeździłem po bałkańskich górach, więc kondycyjnie nie powinno być źle, a to właśnie ona plus technika będą na tym maratonie decydowały o wyniku. Cały tydzień poprzedzający wyścig lalo i cały Dolny Śląsk jest podtopiony. Zapowiada się, więc arcytrudny wyścig takie zdanie dominuje na wszystkich forach kolarskich raz z 12 osobową ekipa z GMG Gliwice, udaliśmy się w okolice startu już w piątek. W nocy jak zwykle bębnił po parapecie. Nasze nastroję nie były, więc za dobre. Sobota przywitała nas jednak bezchmurnym niebem. Sektory startowe usytuowano na Jeleniogórskim rynku przez to atmosfera była niesamowita, mnóstwo kibiców podgrzewało skutecznie atmosferę.
Na linii startu ustawiła się też czołówka Polskiego kolarstwa MTB. W sumie na starcie pojawiło się ok 1000 zawodników. Ruszyliśmy asfaltowymi drogami, potem ścieżką rowerową także tempo było niezłe. Po około 20 km zaczął się pierwszy podjazd, na którym peleton się poszarpał. Od tej pory taplaliśmy się w błocie na całego. Na zjazdach trzeba było uważać na duże kamienie. Około 30 km znowu góra jeszcze większa od poprzedniej(450m przewyższenia). Kto jechał giga musiał obie górki zaliczyć dwa razy. Oboje, ja i rower byliśmy "katowani" niemiłosiernie. Liczni zawodnicy mijani po drodze mieli zdefektowane rowery, albo nogi odmówiły posłuszeństwa. Bardzo niebezpieczne były ostre zjazdy asfaltowe, z licznymi zakrętami gdzie bardzo dużo kolarzy wylatywało z trasy Ja jechałem pierwszy etap trasy z jedną myślą nadrzędną -zmieścić się w limicie czasu by być wpuszczonym na dystans giga(3 godziny) Jakieś pięć km przed metą czekała na nas, niemiła niespodzianka - trawiaste bagno, które wyciągnęło od zawodników resztę sił. Po nim jednak do mety prowadziła asfaltowa prosta na lotnisko gdzie usytuowano metę. Zameldowałem się na niej z czasem, 6: 02 co dało mi 4 miejsce w kat M4.Byłem skrajnie wykończony, ale szczęśliwy! Jak bardzo było ciężko niech świadczy fakt, że na dystans giga załapało się tylko 86 zawodników a z mojej kat.8. Na trzecie miejsce nie było szans rywal wyprzedził mnie około godzinę. Nie udało się wyprzedzić mnie moim konkurentom z Bikemaraton. Podsumowując Był to maraton godzien Mistrzostw Polski, trudny, zmuszający do maksymalnego wysiłku, dobrze zorganizowany. Mój występ?. Przed startem nawet nie śmiałem marzyć o takim miejscu. Moja drużyna FELT - MONTAN STAL też zajęła w tej doborowej obsadzie bardzo dobre 10 miejsce na sklasyfikowane 44 teamy.