21 sierpień 2010 4 kolarzy 165 km
Z ocalałych po dziś dzień olsztyńskiego zamku szczątków równie trudno odgadnąć obronność, jak i dawniejszy kształt jego. Ten ostatni musiał być dziwnie nieregularnym, z powodu nadzwyczajnej nierówności skał, za podstawę zamkowi służących. Ogrom przestrzeni murami objętej zaznaczają dotąd dość wyraźnie to wysterczające z pod ziemi tychże murów fundamenta, to tu i ówdzie stojące jeszcze ich kawały..
Podobnie jak w Ogrodzieńcu, i tu wystrzelające ponad poziom wzgórza bryły skał, połączone okólnym murem, tworzyły rodzaj baszt samorodnych. Główna część zamku stała w narożu pagórka, ku kościołowi miasteczka najbliżej wysunionym, tędy także był wjazd do warowni od dołu broniony przekopem dotąd rozeznać się dającym. Oprócz szczętów zewnętrznego muru, kilku ścian wewnętrznych budynków i zrębów baszt pozawalanych, wznoszą się tu jeszcze dwie dość wysokie, czworoboczne, przylegające do siebie baszty.
Jerzyk był inicjatorem tej wycieczki, ale ostatecznie coś pokrzyżowało jego plany i nie pojechał. Leon miał awarię linki przerzutek i był zmuszony do jej zakupu oraz wymiany. Na miejsce dotarliśmy jadąc pięknymi leśnymi ścieżkami. Rok temu 11 września 2009 roku w liczniejszym gronie, bo w piątkę - po raz pierwszy na rowerze odwiedziłem to miejsce. Zniżka dla emerytów, ale i tak biletu nie dali, więc przypuszczam do kasa do kieszeni. Piękne widoki i resztki murów zachęcają do zwiedzania. Wokół pełno zakochanych par, coś ich tutaj przyciąga.