8 kwiecień 2010 6 kolarzy 109 km
W malowniczym pasmie wapiennych wzgórz, ciągnących się od Krakowa aż po Wieluń, zwanych "szlakiem orlich gniazd", nad rzeką Wartą, położone jest miasto Częstochowa. Przyjmuje się, że nazwa jego pochodzi od słowiańskiego imienia "Częstoch", jakie nosił założyciel osady. W dokumentach z początku XIII w. wymieniona jest wieś rycerska o nazwie "Częstochowa", która pod koniec XIV w. otrzymała prawa miejskie.
W zachodniej części miasta zwanej w XIV w. Starą Częstochową, wznosi się na wysokość 293 m n.p.m. wapienne wzgórze, na którym znajduje się kompleks zabudowań sakralnych i mieszkalnych, otoczonych wałami obronnymi i parkiem, zwany Jasną Górą. Po raz pierwszy określenie "Jasna Góra" /Clarus Mons/ pojawia się w dokumencie z 1388 roku, wystawionym przez starostę olsztyńskiego. Nazwę "Jasna Góra" nadali wzgórzu Paulini, zakonnicy z Węgier, zapożyczając ten termin od macierzystego klasztoru św. Wawrzyńca na Jasnej Górze w Budzie /in Claro Monte Budensi/. Piękna pogoda od samego rana sprawiła, że była to udana wycieczka. Trasą na Tarnowskie Góry, a potem na Częstochowę rozpędziliśmy się tak bardzo, że już po jedenastej zameldowaliśmy się na miejscu. Klasztor był oblegany przez wiernych. Na parkingu pozostawiliśmy nasze rowery i Huragan udal się na modlitwy, po odpuszczenie wszystkich grzechów zebranych w tym roku. Potem małe co nie co i szaleńczy powrót do domu, miejscami ponad 40km/h. Oczywiście byłem nieludzko zmordowany. Nie było Romana i nie było z kim zjeść kotleta, jechałem na kromce od Heńka i batonie. Po za tym moja nowa sakwa na kierownicę tak bardzo się sprawdziła, że posiałem swój portfel, taka mała danina. Chłopaki mają formę światową, humory dopisywały, wyprawa na Chorwację coraz bliżej. Końcówkę zwolniliśmy ze względu na moje wielkie osłabienie, strasznie mi spaliło czoło.