RÓWNICA 2012 29 MAJ 2012 | Autor: HURAGAN | 176 km - 7 kolarzyJanek w niedzielę był w Piekarach na intencję jedności Huraganu, co zaowocowało i w silniej grupie postanowiliśmy, jak tradycja każe, zdobyć Równice. Po wykonaniu telefonu do "góry" pogoda była zapewniona, nawet jak w telewizji zapowiadali przymrozki.Tym razem " malczyki buntowniki" wystartowali razem z nami, nauczeni poprzednim falstartem do Ojcowa. W składzie siedmioosobowym peleton ruszył z przed kopalni, gdzie obserwowałem rozbierany II szyb, którym często zjeżdżałem na poziom 300m. Zdążyłem jeszcze uwiecznić wywózkę węgla, dwa konie, ileż owsa musza zjeść – kiedyś podstawowy środek dowozu węgla.Janek i Roman jak zwykle zjedli po batonie energetycznym i tempo było takie, że brakowało mi powietrza w płucach. Być może chcieli pokazać, w jakiej są formie, a być może ich suszyło, bo w ekspresowym tempie dotarliśmy do Dobromyśla. Dalej poruszaliśmy się rowerówką wzdłuż Wisły.Po mozolnej wspinaczce, jako ostatni dotarłem na szczyt. Ekipa wyluzowana, dawno już na mnie czekała. Parking jest na wysokości 760 m n.p.m., pora było zdobyć szczyt, gdzie byłem po raz pierwszy. Huragan już tu kiedyś zamiatał. Po krótkiej sesji zdjęciowej, zielonym szlakiem podążyliśmy w kierunku Brennej. Tutaj malkontent Andrzej, który jeździ tylko asfaltem, mógł dać upust swoim narzekaniom. Zapamiętałem zdanie, – " Co ludzie widza w poruszaniu się po takiej okolicy, przecież ja całe życie jeździłem po asfalcie, a tu asfaltu nie ma?." Zielony szlak to ostatnie wspomnienie po malczikach, jak zwykle nie oglądając się na innych poszli swoja jedynie słuszną drogą.Leon też chwilowo się zgubił, wkrótce jednak w piątkę pomknęliśmy w kierunku domu. Nad Wisłą zrobiliśmy sobie półgodzinną przerwę, Rysiek pomagał pstrągom przeskakiwać zaporę. Nawet jednego złapał do rąk. W Królówce zjechaliśmy na szlak rowerowy, czym znowu pobudziliśmy do narzekań Andrzeja, chociaż wszyscy dawno wiedzieli, co ma do powiedzenia.Po 10 godzinach i 176 km dotarłem, w ten piękny słoneczny dzień do domku. Udana wycieczka, chociaż nie omieszkałem wieczorem telefonicznie zrugać Janka, za nie zaczekanie na resztę peletonu. Podobno pojechał zamawiać obiad, do dziś nie wiem czy dla minie też ????.