SEZON 2012

Trwała bojowa narada dotycząca przedniego koła roweru Marcela, właśnie przedziurawiona została trzecia dętka w ten sam sposób - wzdłuż obręczy. Znajdowaliśmy się w opuszczonej albańskiej bazie wojskowej. Namioty rozbite na placu apelowym, w zboczach otaczających nas gór potężne opustoszałe betonowe tunele, na ich ścianach zauważalne plamy po spalinach uruchamianych czołgów.
cx
Postanowiliśmy po załataniu dziur przespać się z problemem. Rano zdjęliśmy plastikową opaskę z obręczy, zastępując ją opaskę gumową, wyciętą z zużytej dętki, diagnoza okazała się trafna, zostałem jednak bez rezerwowej dętki. Wyruszyliśmy z Łukaszem ruchliwą drogą w kierunku Apolonii, Greccy koloniści z Korfu i Koryntu założyli je w ówczesnej Ilirii w 588 r. p.n.e.
cx
Było to w starożytności ważne, najpierw greckie, później rzymskie, miasto portowe z przynoszącym duże dochody targiem niewolników. Zniszczyły je trzęsienia ziemi, obecnie morze się cofnęło i trudno dostrzec resztki portu. Po zwiedzaniu udaliśmy się w kierunku Berat, założone w głębokiej starożytności i zamieszkane przez Ilirów miasto. Nie doczekaliśmy się spotkania z pozostałą dwójką, drogą SMS-ową dowiedzieliśmy się , że tym razem pech dopadł Justynę , złapała trzy kolejne dziury w dętce, większość czasu dnia spędzili na poszukiwaniu sklepu rowerowego w Vier.
cx
W Berat wieczorem spacerowaliśmy miejscowym deptakiem wypełnionym tłumami, muzułmanie mieli jakieś święto i trwały występy artystyczne.


Ktoś biegł w nocy moją stronę trzymając w ręku małą lamkpę ledową. Trochę mnie to zaniepokoiło, przede mną jechał Marcel z Justyną, nie widziałem już ich świateł przy rowerach, czyżby coś się stało?. Jechaliśmy wzdłuż rzeki, kanionem o wysokich urwistych stokach.
cx

- Kanion widziany w dzień ---
Noc dopadła nas na tym odludziu, poszukiwaliśmy miejsca na rozbicie namiotów, brak widoczności skutecznie utrudniał znalezienie odpowiedniego miejsca. Z tyłu ciągnął się niezadowolony z całej sytuacji Łukasz, wszyscy straciliśmy kontakt wzrokowy. Wydawało nam się, że okolica będzie pusta, niestety, co rusz dochodziły do nas odgłosy ludzkich rozmów, sytuacja robiła się nie wesoła. Osobnik z lampką podszedł do mego roweru, zauważyłem, że pilnie go lustruje, domyślałem się, w jakim celu. Nie rozpoznałem lampki w jego ręku, więc się uspokoiłem. Zapytał skąd jesteśmy i ruszył dalej. Kanion ciągnął się, nie był jednak gościnny, postanowiliśmy po burzliwej naradzie zawrócić do głównej drogi. Zbyt późno wyjechaliśmy z miast Kukeś, w sumie po okolicy zrobiliśmy 20km nie znajdując odpowiedniego miejsca. Wszędzie kręcili się miejscowi, oczywiście z lampkami, każdy czegoś pilnował, albo maszyn budowlanych, albo sklepu. W końcu zwyciężyła koncepcja hotelu, na wjeździe do miasta była stacja benzynowa wraz z motelem.
cx

- Stacja benzynowa i Motel ---
Końcowa cena 1000 leków od osoby i znaleźliśmy się w nie klimatyzowanych pomieszczeniach, wkrótce też zabrakło wody w kranach. Nie zapomniane wrażenia tej nocy na długo pozostaną w mej pamięci. Nazajutrz autostradą pomknęliśmy w kierunku granicy z Kosowem. Nie istnieje droga wiodąca obok niej, a mijani przez nas policjanci nie zwracali na nas uwagi, zresztą i tutaj napotkać można było chodzące po niej krowy i nikt się temu nie dziwił.


cx


Dzisiaj odwiedziliśmy Tiranę, stolicę Albanii. Nocleg był po raz ostatni nad brzegiem morza, na zupełnym pustkowiu nie opodal Dures, nie obyło się bez kąpieli. Marcel z Justyną spali gdzieś u gospodarzy, którzy zaprosili ich do siebie.
cx

Spotkaliśmy się na drodze dojazdowej do tego portowego miasta. Poranne śniadanie odbyło się we wspólnym gronie w przydrożnym barze, później trochę zwiedzaliśmy. Podziwiać tutaj można starożytny amfiteatr, zupełnie niedawno odkryty, przejechaliśmy się również nadbrzeżem.
cx

Duży ruch i policjanci zupełnie z nim sobie niedający rady trochę nas rozbawiły. Rondo w Albanii działa zupełnie na innych zasadach niż w reszcie świata, nie ułatwia ruchu, lecz wręcz przeciwnie. Powodem tego jest to, że wszyscy równocześnie na niego wjeżdżają, nie tu znaczenia, że już jesteś na rondzie, wygląda to trochę jak rój pszczół chcących jednocześnie wejść do ula.
cx

Tirana ze swymi szerokimi ulicami i wydzielonymi pasami dla rowerzystów bardzo mi się spodobała, po krótkim rajdzie jej ulicami ruszamy w kierunku Kruje, gdzie najważniejszym miejscem jest pięknie położona budowla warowna, w której znajduje się muzeum – Skanderbega, jednym z ważniejszych eksponatów muzeum jest replika jego hełmu.
cx

Skanderbeg, to albański przywódca, powstaniec i bohater narodowy dążący do niepodległości Albanii, stanął na czele rebelii w 1443 roku. W lipcu 1450 r. armia turecka osiągnęła liczbę 150 000 ludzi prowadzonych przez sułtana Murada II i zaczęła oblegać Kruję, stąd nasze zainteresowanie tym miejscem. Warownia znajduje się na sporym wzniesieniu, wstęp do Muzeum 200 leków, dojście przez wąską uliczkę pełną kramów z pamiątkami, gdzie kupujemy drobne prezenty. Do końca wyprawy coraz bliżej, pogoda niezmiennie upalna, tak, więc pierwsze, co robimy po dotarciu do Shkodre to raczymy się kuflami zimnego piwa.


cx


Historia lubi się powtarzać, należy jednak uznać dwukrotne zniszczenie tylnej przerzutki za wyczyn nie łatwy do powtórzenia. Do Permet dotarliśmy rankiem, typowe albańskie miasteczko. Dzień zapowiadał się upalnie, więc zaopatrzyliśmy się w zapasy napojów i przed dalszą drogą posilili starym kebabem. Ruszyliśmy dalej i nic nie zapowiadało katastrofy, gdy z tyłu dobiegło mnie wołanie Łukasza – " Andrzej stój, to koniec wyprawy!".
cx
- Powszechnie używany środek do transportu ludzi – tutejsza taksówka, czeka na właściciela. ---
Obróciłem się i zobaczyłem za chwilę jego tylne koło, przerzutka wkręcona w szprychy. To same zdarzenie miało miejsce podczas naszej rowerowej eskapady wokół Sardynii w roku 2010. Pora było, więc wymienić przerzutkę z Sardynii na albańską. Trochę mnie to ubawiło, zwłaszcza, że nie dotyczyło mnie. Trudno było się dogadać po albańsku, ale znaleźliśmy miejsce, w którym "reparim" rowery.
cx
- Na ścianie widoczny napis "SERVIS" – trudno nie znaleźć. ---
Tania metalowa przerzutka miała teraz za zadanie pociągnąć dalej naszą wyprawę. Stawiała opory, więc wymieli również linkę i przy okazji pękniętą szprychę, nową dałem ze swoich zapasów, bo takowej nie mieli. W sumie chcieli 1000 leków, cos około 31 złotych, więc Łukasz był bardzo zadowolony, że tak tanio, na Sardynii zażądali kiedyś 35 euro. Po wyjeździe z miasta przerzutka przestała działać, kompan jechał na jednym przełożeniu, ale nie chciało nam się już wracać, zwłaszcza, że obiecałem mu, że to wyreguluję.
cx
Wyregulować się jednak nie dało, działały trzy przełożenia z ośmiu, no, ale poruszaliśmy się do przodu, co w tej chwili było najważniejsze.Wieczorem odnaleźliśmy się w Gjirokaster, liczne uliczki są bardzo strome stąd zwane jest "Miastem Tysiąca Schodów", to miejsce urodzin byłego albańskiego prezydenta Envera Hodży. Nocleg zapewnił nam zdewastowany hostel wystawiony na sprzedaż – 1000 leków od osoby, za to można było zmyć brud i pot, a wieczorem udać się na malownicze uliczki miasta.
cx