Na tzw. Grzędzie Mirowskiej powstały Bobolice i Mirów, dwa zamki ,odległe od siebie o 1200 metrów, co pozwalało na synchronizację działań obronnych. Według legendy dwa bliźniacze zamki należały do braci bliźniaków tak podobnych, że nie sposób było ich odróżnić. Oba zamki łączył ponoć tunel, w którym bracia zgromadzili zagrabione skarby. Było ich tak wiele, że aż biła od nich łuna. Wiara w tę legendę przez wieki prowadziła tu zastępy poszukiwaczy skarbów gotowych wysadzać w powietrze mury i skały. Lecz mimo wysiłków nigdy niczego nie znaleziono.
Tylko w 2007 roku Jarosław Lasecki albo jego młodszy brat Dariusz musieli 182 razy stawić się w urzędzie konserwatora zabytków w Częstochowie. A przecież można było jeszcze zażądać, aby Laseccy, odbudowując swoje Bobolice, do wiązania kamienia używali wyłącznie zaprawy zgodnej ze średniowieczną recepturą. Ten wymóg rzeczywiście postawił im konserwator zabytków. Tyle że eksperci do dziś nie wiedzą, co takiego dodawano do zaprawy, że jej trwałość sięgała tysiąclecia. Jedni byli przekonani, że to piwo, drudzy, że jaja, a ściślej kurze białko. Może konserwatorom z Częstochowy udało się tę zagadkę rozwiązać. Jeśli nie, to po prostu znęcali się nad ludźmi, którym winni byli wyłącznie pomoc.
