SEZON 2012

Po 17 godzinach podróży wysiedliśmy w Skopie, rowery i bagaże wylądowały na chodniku. Nastąpiło szybkie pakowanie i wyskoczyła pierwsza awaria, pękł drut odchylający klocek przy hamulcu. Szukanie sklepu rowerowego trochę nam zajęło tak, że dość późno ruszyliśmy w kierunku jeziora Mawrowo, naszego celu na dzisiaj. Upał stawał się nie znośny, jechaliśmy przez muzułmańską część Macedonii i trwający Ramadan sprawiał, że w sklepikach i barach nie było dostępne piwo, które by nas orzeźwiło.
cx
Dopiero na obrzeżach Gostiwaru znalazłem sklep prowadzony przez Serba, po chwili na tyłach raczyłem się zimnym napojem. Żeby dostać się nad jezioro czekał mnie długi podjazd, ruch był umiarkowany, temperatura otoczenia stawała się z upływem godzin dnia coraz znośniejsza.
cx
Jechałem sam, zgubiłem moich kompanów, nad jeziorkiem znalazłem polankę, rozbiłem namiot i wziąłem kąpiel w zimnej wodzie.
cx
Spało się wyśmienicie, reszta została gdzieś za miastem Gostiwaru, odkładając sobie podjazd na dzień jutrzejszy.


Marcel z Justyna zaatakowali Teeth, popularnej górskiej miejscowości tłumnie odwiedzanej przez turystów, nam jednak nie chciało się jakoś ciągnąć obładowane rowery po szutrowych drogach i wybraliśmy hotel nad brzegiem jeziora Shkodre, oczekując na ich powrót, by potniej znów razem ruszyć dalej. Klimatyzator nastawiony na 21 stopni skutecznie izolował nas od ukropu sięgającego 40 stopni na zewnątrz.
cx

Nazajutrz wypoczęci ruszyliśmy w kierunku kolejnej albańskiej atrakcji – promu na rzecz Drin. Spaliśmy na kempingu przed zaporą w Koman, kemping po 700 leków, jest bar na miejscu no i można wziąć prysznic. Koło zapory prowadzi tunel, który wychodzi na miejsce cumowania promu, starej barki, pośrodku której nałożono miejsca z autobusu łącznie z jego dachem i oknami. Dosyć egzotycznie, prom odbija między 9 a 10, czas tutaj nie gra roli, za rower i osobę biorą 1000 leków, biletu nie dają.
cx

Podziwiamy krajobrazy, co chwila przybijamy do brzegu, a to ktoś wysiada, a to znów wrzucają jakieś paczki, które wyrzucają na następnym postoju.

Tego dnia czeka nas jeszcze droga po okolicznych wzgórzach. Po dotarciu do Fierze kupujemy w sklepie prowiant za pozostałe pieniądze, liczyliśmy na obiad, ale brak bankomatu sprawił, że nie było nas na niego stać.
cx

Tego dnia sporo było podjazdów i zjazdów wzdłuż malowniczych wzgórz w dole rozciągały się wioski rozpostarte nad brzegiem rzeki. Pod wieczór dotarliśmy do przydrożnego baru, gdzie pokrzepiliśmy się zimnym piwem, wydając już dosłownie wszystko. Nocleg znaleźliśmy nie opodal w krzakach, obozowisko rozbite pomiędzy dwoma Hotelami, co stwierdziliśmy nazajutrz rano, właściciele nie byli by zadowoleni.
cx


Poprzedniego dnia zwiedzaliśmy Butrint, w starożytności istniała tu osada iliryjska (według mitu założona przez uciekinierów z Troi), przekształcona w VII wieku p.n.e. w grecką kolonię i miasto portowe.
cx

Wstęp 700 leków, warto jednak zobaczyć to miejsce i zatopić się w antyczne klimaty. To najdalej położony na południe cel naszej wyprawy, z brzegu widać grecką wyspę Kos. Kierujemy się na północ w kierunku Tirany, bokiem mijamy Sarande, omijając ostre podjazdy do miasta, przed nami górzysta droga z licznymi podjazdami w kierunku Himare.
cx

Po raz pierwszy spada mały deszcz, jednak równie szybko się wypogadza. Plażujemy się i kąpiemy w morzu, arbuz gasi nasze pragnienie. Po zjedzeniu obiadu ruszamy w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Znowu trafia się opuszczona baza wojskowa, namioty rozbite na płaskich obszarach po stanowiskach artyleryjskich, również tutaj we skałach opuszczone betonowe tunele. Baza stanowiła ochronę łodzi podwodnych, na tle tafli morza widać było betonowe wrota, które prowadziły do wnętrza zbocza, tam chroniły się jednostki przed okiem wroga.
cx

Tirana otrzymała w latach 1950 i 1960 nieodpłatnie 10 sowieckich okrętów podwodnych, które stacjonowały w bazie w Vlore. Operowały one na Morzu Śródziemnym, Adriatyku i Morzu Jońskim. Większość ich załóg stanowili wówczas marynarze sowieccy.