SEZON 2012

KWI 19 2012 100 km - 4 KOLARZY 17°C

Niepotrzebnie wspominałem o potężnych 3mm opadach deszczu i konieczności zabrania kapoków na wyjazd, bo spowodowało to popłoch w szeregach Huraganu, a przecież nazwa zobowiązuje. Obecne było tylko Zabrze Północ, w osobie Ryśka i Andrzeja. Poprzedniego dnia wykręcili 90km ze średnią 27km/h, mogłem, więc mieć cichą nadzieję, że będą trochę "niewypoczęci" i nie będą mocno naciskać na pedały. Formę jednak mieli bez zastrzeżeń, nie było po nich widać odznak zmęczenia. Na pociechę powiedzieli, że jak będę dużo z nimi jeździł – to się "wyrobię". Zapomnieli o konieczności założeniu blatu 52 na przód, aby wyrównać szanse.

W Bojkowie skręciliśmy w pole, bo chciałem im pokazać bunkier, ale go nie znaleźliśmy. Pojawił się tylko szyb wentylacyjny kopalni. Trzeba było skręcić trochę prędzej. Przez Knurów, Sośnicowice dotarliśmy do Ligoty Łabędzkiej, gdzie podziwialiśmy zagadkową budowlę.

Może ktoś wie, co to takiego, aparat dzisiaj jakoś szwankował z ostrością. W Bycinie zatrzymaliśmy się na małą sjestę, a potem podziwialiśmy ruiny pałacu w Paczynie.

Zabytek wybudowany został przez hrabiego Alberta Leopolda Paczyńskiego. Niedaleko wsi Bycina leży Paczyna, siedziba rodu. Pałac widoczny jest z daleka, gdyż zbudowano go na niewielkim wzgórzu. Został zniszczony częściowo w wyniku działań wojennych w 1945 roku, a dokładnie po prostu spalony, jak wszystko w okolicy. Ziemia ta, bowiem przeżywała Najazd Tatarów, Potop Szwedzki i ładnie brzmiąco – WYZWOLENIE przez Armię Radziecką.

Przez Zabrze Helenkę wracaliśmy do domów, gdzie pożegnałem moich współtowarzyszy. Będąc już blisko chałupy, przypomniałem sobie słowa Andrzeja – " Jak nie ma sto kilometrów na liczniku, to nie ma obiadu!."

Zacząłem nerwowo kręcić się po osiedlu, trzy razy przejeżdżając koło "Biedronki", aż w końcu licznik pokazał upragniony wynik. W nagrodę wniosłem rower pieszo na ósme piętro, bo nie działała winda – taki miły akcent na koniec.