WIELKA SOWA
WRZ 16 2013 70 km - 1 KOLARZ 11°C
Wielka Sowa (niem. Hohe Eule, po 1945 przez krótki okres pol. Góra Sowia 1015 m n.p.m. – najwyższy szczyt Gór Sowich w Sudetach Środkowych, z najbardziej zniszczonym ekologicznie drzewostanem w tych górach, należy do Korony Gór Polski; położony jest w województwie dolnośląskim.
Pogoda, która rozpieszcała mnie przez całe lato postanowiła jednak trochę pofolgować. Zimno i deszczowo. Jak tu się wybrać na rower. Patrzę na opady na dzisiaj - prognoza 3 mm. „Damy radę” – pomyślałem i nie zabrałem nawet kurtki przeciwdeszczowej – to się nazywa optymizm.

Na początek Jugowice. Teren płaski, można podziwiać okolice. Obrazki typowe dla ziem odzyskanych, czyli wszystko tak jak zastaliśmy i nie zmieniamy nic. Wiekszość budynków po których widać ślady świetności, miarowo i skutecznie podupada w ruinę. Przejeżdzałem przez różne rejony Polski. Ziemie tak zwane „odzyskane” - to dziwny teren. Nie widać budujących się domów, ludzie którzy się tutaj osiedlili nie mają widocznie takich potrzeb.

Walim to typowe poniemieckie miasteczko, widziałem takie same na Bawarii. Wąziutkie uliczki przez centrum mają swój klimat.
Pora ruszyć czerownym szlakiem w kierunku Małej Sowy. Niestety przeoczyłem go i zólty został moim przewodnikiem. Mgła i lekka mżawka towarzyszy mi do samej Wielkiej Sowy.
Zwiedzanie wieży widokowej nie ma sensu i tak nic nie widać. Zdjęcia też nie wychodzą, za dużo wilgoci.
Czarnym rowerowym podążam w kierunku przełeczy Sokoła. Pełno tutaj wyciągów narciarskich, czekających na sezon. Trasa prowadzi obok góry Sokół. Dalej już jest łatwiej , docieram do kompleksu Osówka. Zwiedzam kasyno i zaglądam do dziury w ziemi. To pozostałość szybu drążonego przez więźniów. Szlak podziemi prowadzi mnie do góry Soboń. Tutaj też odkryto sztolnie. Droga jest przyjemna, las dookoła . Na końcu docieram do kompleksu Włodarz, ale postanowiłem go zwiedzić kiedy indziej.
Powrót do miejsca zakwaterowania i schabowy. Niestety ceny tutaj mają ustawione pod niemieckich turystów – 28 złotych . Nie to co obiady dnia w Beskidach za 15 złotych. Piwo 8 złotych to duże przegięcie, na szczęście jest Biedronka – jak zawsze niskie ceny. W Jugowicach przed restaracją na szyldzie zaproszenie. „Dzsiaj dzień kuchni czeskiej – ceny od 55 zł”. Taki żart na koniec. Miejscowi i tak nie przyjdą. Czekamy na snobów ;).